Wellbeing

Prawdziwe piękno nie podąża za trendami

Rozmowa z Magdaleną Pisulą, właścicielką mClinic, o świadomym dbaniu o siebie, subtelnej estetyce i sztuce dobrego starzenia

ODTWÓRZ NA YOUTUBE

Malwina Kowszewicz: Czym dla Ciebie jest luksus w kontekście dbania o siebie?

Magdalena Pisula: Prawdziwy luksus to przede wszystkim czas, spokój i uważność. Technologia jest ważna, ale sama w sobie nie daje efektu, jeśli nie stoi za nią dobre planowanie i indywidualne podejście. Dla mnie luksus to możliwość zaopiekowania się sobą bez pośpiechu w miejscu, w którym ktoś naprawdę słucha pacjenta i patrzy szerzej niż tylko na jeden zabieg.

M.K.: Współczesne podejście do piękna zmierza bardziej w stronę naturalności czy perfekcji?

M.P.: Myślę, że coraz mocniej wracamy do naturalności. Pacjentki nie chcą już wyglądać na „zrobione”. Chcą wyglądać świeżo, zdrowo, promiennie i po prostu dobrze. Największym komplementem po dobrze wykonanej terapii jest dziś: „świetnie wyglądasz”, a nie: „widzę, co robiłaś”.

M.K.: Jak zmieniały się oczekiwania pacjentek premium na przestrzeni ostatnich lat?

M.P.: Pacjentki premium są dziś dużo bardziej świadome. Interesuje je nie tylko efekt, ale też jakość doświadczenia, bezpieczeństwo, regeneracja skóry i długofalowe podejście do starzenia. Coraz częściej pytają o zdrowie skóry, styl życia, hormony, sen czy dietę. Chcą wyglądać dobrze przez lata, a nie tylko dobrze wypaść na zdjęciu. Dziś luksus nie polega już na przepychu. Klienci premium oczekują spokoju, dyskrecji, komfortu i wysokiej jakości obsługi. Chcą mieć poczucie, że są w miejscu, które rozumie ich potrzeby i szanuje ich czas. Staramy się, żeby wizyta w mClinic była prawdziwym doświadczeniem, a nie tylko czasem spędzonym w gabinecie lekarza.

M.K.: Co wyróżnia mClinic na tle innych klinik medycyny estetycznej?

M.P.: Od początku budowaliśmy mClinic bardziej w duchu slow medicine niż „fabryki zabiegów”. Bardzo ważne są dla nas jakość relacji z pacjentem, czas podczas konsultacji i naturalne efekty, które osiągamy. Łączymy nowoczesne technologie z holistycznym podejściem i pracą zespołową specjalistów. Nie skupiamy się na chwilowych trendach, lecz na tym, co realnie służy pacjentowi.

M.K.: Jakie wartości stoją za marką mClinic i jak przekładają się na codzienną pracę zespołu?

M.P.: Najważniejsze są dla nas autentyczność, jakość i uważność. Chcemy, żeby pacjent czuł się zaopiekowany od pierwszej minuty, a nie potraktowany jak jeden z wielu. Bardzo dbamy też o etykę pracy i o to, żeby proponować tylko takie rozwiązania, które mają sens i są zgodne z naszym poczuciem estetyki.

M.K.: Czy zdarza Ci się odmawiać zabiegu, a jeśli tak, to w jakich sytuacjach?

M.P.: Tak – i uważam, że to bardzo ważna część mojej pracy. Odmawiam wtedy, kiedy widzę, że zabieg nie jest potrzebny, efekt byłby nienaturalny albo motywacja pacjenta wynika z presji czy problemów emocjonalnych. Medycyna estetyczna powinna poprawiać komfort życia i samopoczucie, ale nie może zastępować poczucia własnej wartości.

M.K.: Jakie trendy w medycynie estetycznej będą dominować w najbliższych latach?

M.P.: Myślę, że w najbliższych latach będziemy odchodzić od mocnego „przerysowania” na rzecz poprawy jakości skóry, zdrowego wyglądu i subtelnych terapii anti-aging. Bardzo dynamicznie rozwijają się nowoczesne technologie hi-tech, laseroterapia, biostymulatory czy zabiegi stymulujące kolagen i dające naturalny blask bez zmiany rysów twarzy.

Coraz większe znaczenie będzie mieć też longevity, czyli łączenie medycyny estetycznej ze zdrowym stylem życia, regeneracją i dbaniem o organizm od środka. Znaczącym trendem będzie również nieinwazyjny lifting. Właśnie dlatego w mClinic zakupiliśmy Sofwave, technologię, która jest obecnie ogromnym hitem w Stanach Zjednoczonych i pozwala uzyskać naturalny efekt liftingu bez operacji i rekonwalescencji.

M.K.: Dostrzegasz zmianę w podejściu młodszych pokoleń do medycyny estetycznej?

M.P.: Tak. Młodsze pokolenia zaczynają interesować się profilaktyką dużo wcześniej. Z jednej strony młodzi ludzie są bardzo świadomi pielęgnacji i technologii, ale z drugiej social media mocno wpływają na ich postrzeganie wyglądu. Dlatego ogromnie ważna jest edukacja i pokazywanie, że estetyka nie powinna odbierać indywidualności. Ja lubię koncentrować się na zdrowiu i świadomej profilaktyce.

M.K.: Jak znaleźć balans między poprawianiem urody a zachowaniem indywidualnych rysów?

M.P.: Dla mnie najważniejsze jest podkreślenie tego, co już jest piękne, a nie tworzenie nowej twarzy – zabiegi poprawiające jakość skóry, sprawiające, że wygląda ona zdrowo i promiennie, a nie zmienianie rysów twarzy. Indywidualność jest dziś dużo bardziej atrakcyjna niż perfekcyjna estetyka „kopiuj-wklej”.

M.K.: Istnieje coś takiego jak granica luksusu w estetyce?

M.P.: Tak. I myślę, że tą granicą jest utrata naturalności i umiaru. Prawdziwy luksus jest subtelny. Nie musi dominować ani być widoczny z daleka. W estetyce najbardziej ekskluzywne efekty to często te, których nie widać od razu.

M.K.: Co było największym wyzwaniem w budowaniu marki osobistej w branży beauty?

M.P.: Myślę, że pozostanie autentyczną w świecie, który bardzo często premiuje przesadę i szybki efekt. Nigdy nie chciałam budować marki opartej tylko na social mediach ani chwilowych trendach. Zależało mi na stworzeniu miejsca z charakterem, jakością i wartościami, które będą aktualne także za kilka lat.

Dr Magdalena Pisula, lekarz specjalista dermatologii i medycyny estetycznej, specjalizująca się w profilaktyce oraz terapiach anti-aging.