Między sceną a Italią: Marieta Żukowska w intymnej rozmowie z Luxury Boutique
30 kwietnia 2026
Doceniana przez krytyków, nagradzana za odgrywane role otwiera kolejny, odważny rozdział swojego życiawe Włoszech, gdzie nie tylko mieszka, ale również gra w tamtejszych produkcjach filmowych. Zdradza, jak sztuka prowadzi ją przez życie. O potrzebie tworzenia poza sceną, o autorskiej biżuterii, którą projektuje z siostrą bizneswoman, i o Beetles.shop, ich wspólnym concept storze. Jak sama podkreśla, kobieta bez biżuterii nie jest w pełni ubrana, bo detale, podobnie jak w aktorstwie, mają niezwykle istotne znaczenie.
Malwina Kowszewicz: Kobiecość to coś, co się w sobie odkrywa czy raczej buduje z czasem?
Marieta Żukowska: Kobiecość w moim odczuciu to pewnego rodzaju ukryta od zawsze siła kobiety. Najpierw to silna dziewczęca intuicja, lekka, czarująca, bez rozumienia jej mocy. Potem, z wiekiem, rozumiemy jej potęgę i wagę. Nabieramy szacunku do kobiecości i wtedy nasza mądrość ją buduje.
M.K.: Myślisz, że kobiecość w kinie włoskim i polskim opowiadana jest innymi językami emocji i wrażliwości?
M.Ż.: Włosi są bardziej klasyczni, jeśli chodzi o kino. Kochają piękno, proporcje, zasady harmonii. Współcześni włoscy reżyserzy wybierają często aktorki z klasyczną urodą, piękne i intrygujące. To trochę stara szkoła. W Polsce jest inaczej. Aktorki „charakterystyczne” częściej grają amantki. Ceniony jest inny kanon piękna. Inne to są kraje, inne wartości. Włosi są zalani słońcem, my walczymy z mrozami. Mam wrażenie, że język filmowy jest inny, gdy patrzę na filmy Paolo Sorrentino. Produkcje Luki Guadagniniego są chwilami fantasmagoryczne, noszą rys Felliniego. Włosi kochają piękno. Polacy piękno widzą gdzie indziej, w szarości, szorstkości i prawdzie, czasami niestety bolesnej.


M.K.: Zdarzyło Ci się, że jakaś rola pomogła Ci lepiej zrozumieć inne kobiety?
M.Ż.: Tak, właściwie każda, która jest niejednoznaczna moralnie. Uczy mnie empatii, zrozumienia trudnych zachowań mojej bohaterki. Czasem ja, jako Marieta, nie zgadzam się z bohaterką, ale żeby wiarygodnie zagrać, chcę rozumieć jej motywację, współczuć i wierzyć, że tylko tak w danej chwili mogła postąpić. Zawsze staram się w najbardziej „niemoralnej bohaterce” znaleźć przyczynę jej zachowania.
M.K.: Czy postrzegasz aktorstwo jako luksus, przestrzeń do opowiadania historii bez kompromisów?
M.Ż.: Tak, to luksus. Przygoda niezwykła i możliwość wielu żyć w jednym. Ja jestem niespokojną duszą. Ciągle gdzieś gnam. Nie potrafię odpoczywać. Jak tylko zamykam oczy, to wymyślam nowy projekt. Dla mnie aktorstwo to idealny zawód, pełen wyzwań i nieoczywistych zmian. To mój luksus.
M.K.: Nagrody, jakie otrzymałaś, są potwierdzeniem drogi czy raczej motywacją do dalszych poszukiwań?
M.Ż.: Każdą nagrodę bardzo doceniam. Uważam, że miałam wielkie szczęście do ludzi, z którymi pracowałam, mogłam z nimi tworzyć, a potem być za to docenioną. Motywacją dla mnie są kolejne role, spotkania z ludźmi, trudne zadania w mojej nowej firmie Beetles.shop, którą stworzyłam z siostrą.
M.K.: Skąd pomysł na stworzenie własnego concept storu Beetles.shop?
M.Ż.: Uwielbiam otaczać się pięknymi rzeczami. Czuję wtedy, że sama stwarzam swoje otoczenie. Troszczę się o nie i to trochę takie moje lekarstwo na czasem szarą rzeczywistość. Tworzę i otaczam się rzeczami, które niosą w sobie prawdę, pewną uczciwość, ponadczasowość i klasę. Na przykład torebka, która jest wykonana z najwyższej jakości skóry, z dbałością o szczegół, w pięknej formie, z zachowaniem poszanowania pracy osoby, która ją wykonuje, bardzo mnie cieszy. Biżuteria oraz sposób, w jaki jest ona zapakowana, świadczą o szacunku, z jakim podchodzimy do naszej klientki. Chcemy dać jej przepiękny talizman zaklęty w formę, który może ją wspierać i dawać siłę. Sprawdzone kosmetyki, których skuteczność potwierdzają światowe badania, bardzo mnie cieszą. Książki, które są wartościowe i mogą pomóc w rozwoju. Moja siostra Katarzyna wyznaje te same wartości. Od ponad dwudziestu lat działa w biznesie i wraz ze mną pragnie dawać kobietom luksus, który jest wartością samą w sobie, luksus, na który można sobie pozwolić. To miejsce, w którym można znaleźć rzeczy najwyższej jakości, sprawdzone przez nas. Nie trzeba szukać, bo my je już znalazłyśmy. Bardzo nas cieszy, gdy te rzeczy rozświetlają komuś na moment szarą rzeczywistość. Cieszy nas każdy zakup, bo czujemy się docenione, że pani która u nas kupuje docenia naszą uważność. W świecie, w którym tak często rządzi szybki pieniądz, chcemy dawać jakość, styl, rzemiosło i wierzymy, że nasi klienci to docenią. Dodatkowo bardzo kocham moją siostrę, podziwiam ją od lat, a praca z nią jest wielką przyjemnością. Uwielbiam tworzyć z nią Beetles.shop. Czuję się spełniona i bezpieczna.
M.K.: Czy biżuteria, podobnie jak role, niesie
ze sobą emocjonalny ciężar?
M.Ż.: Biżuteria to zachwyt, amulet, lekkość, zaklęcie w kamieniu, kształcie, który może chronić. Biżuteria jest cudowna.


M.K.: Stworzyłaś też wspólnie z L37 kolekcję butów sygnowanych Twoim nazwiskiem. Jaką kobietę w nich widzisz?
M.Ż.: Seksowną, pełną siły, elegancką i ponad-czasową. Te buty można nosić teraz, ale też wyciągnąć je za dziesięć lat. Nie wyjdą z mody, bo są klasykami. Nie krzyczą, lecz służą, żeby podkreślić kobiecość.
M.K.: Wracając do aktorstwa, która z nagród ma dla Ciebie największą wartość emocjonalną?
M.Ż.: Międzynarodowa nagroda w Brnie za spektakl Gąska i nominacja do Orła za rolę w Nieruchomym poruszycielu. Jestem z siebie dumna, że podjęłam takie ryzyko. Ta rola była dużym wyzwaniem. Za tę odwagę zostałam doceniona.
M.K.: Która z ról szczególnie zapisała się w Twojej pamięci?
M.Ż.: Marta z Próby łuku. Ta postać była moją przeciwniczką. Boksowałam się z nią. Zapierałam, bo dotykała bardzo czułych strun mojego niepogodzenia ze śmiercią taty i wypierania trudnych emocji. Paradoksalnie bardzo mi pomogła zbliżyć się do samej siebie. Odpuścić w pewien sposób, skonstruować siebie na nowo. Nauczyła mnie niezwykłej odwagi w walce o samą siebie.
M.K.: Jak wyglądała Twoja droga do pierwszej roli we włoskiej produkcji?
M.Ż.: Reżyser po prostu mnie odnalazł. Kasia Skórska, wykładowczyni akademicka języka włoskiego ale też asystentka Andrzeja Wajdy, zarekomendowała i pokazała moje role Bruno Colleli, a on uznał, że to jest to. Mam szczęście do ludzi. Czuję, że coś nade mną czuwa i mnie wspiera.
M.K.: Czy praca we Włoszech różni się mentalnie od tej w Polsce?
M.Ż.: Tak. Niby wszystko jest takie samo, ale jednak kręcimy sceny w tych pięknych miejscach: w okolicach Neapolu, w Rzymie, Toskanii. Jestem oczarowana każdym z nich. Dobrze się pracuje we Włoszech. Włosi są bardziej wyluzowani i mają więcej czasu. Mają czas nawet na te długie monologi w filmach. We włoskim filmie dialogi są zawsze rozbudowane, długie, niby o niczym, a są tak ważne. To prostu ich styl. Włosi lubią dużo mówić, gestykulować. Są bardzo emocjonalni.
M.K.: Jak powstała w Tobie decyzja o przeprowadzce do Włoch?
M.Ż.: Ja i mój mąż kochamy Włochy bezgranicznie od dziecka. On świetnie mówi po włosku, ja się uczę. Podjęliśmy to ryzyko, ale cały czas pracujemy też w Polsce, zawsze do Polski wracamy, pracujemy tu, mamy wsparcie.
M.K.: Gdybyś miała opisać obecny etap swojego życia jednym zdaniem, jak by ono brzmiało?
M.Ż.: Podążać za marzeniem i jeszcze raz za nim podążać, i tak bez końca…
M.K.: Tego Ci życzę z całego serca.
M.Ż.: Dziękuję bardzo.







