Angielski piknik – szampan, Pimm’s i kraciasty koc
28 kwietnia 2026
Felieton dr Katarzyny Krzyżagórskiej-Pisarek
W Anglii wiosna nie wybucha nagle, ona raczej „rozkręca się” powoli, często niepewnie, przeplatając słońce z przelotnym deszczem. Jednak już w marcu i kwietniu, gdy tylko pojawią się pierwsze cieplejsze dni, Anglicy ogłaszają nieoficjalny początek sezonu piknikowego. To moment, na który wszyscy czekają po długiej, wilgotnej zimie. Pikniki są tu nie tylko formą spędzania wolnego czasu, ale wręcz elementem narodowej tożsamości i ważnym rytuałem towarzyskim.
Anglicy, niezależnie od klasy społecznej, uwielbiają biesiadować na świeżym powietrzu. Jednak prawdziwymi mistrzami piknikowej etykiety pozostają klasy wyższe, które spotykają się na perfekcyjnie przystrzyżonych trawnikach podczas prestiżowych wydarzeń w miejscach takich jak Ascot, Henley-on-Thames, Eton (szczególnie 4 lipca) czy Glyndebourne. Tam piknik staje się niemal spektaklem: eleganckie stroje, fantazyjne kapelusze, rozkładane krzesełka, kraciaste koce typu tartan oraz imponujące wiklinowe kosze – hampers – wypełnione wykwintnym jedzeniem.

Przygotowanie takiego pikniku potrafi trwać wiele godzin. Liczy się każdy detal: od starannie dobranego menu, przez idealnie schłodzone napoje, aż po estetykę podania. Nierzadko z otwartego bagażnika samochodu powstaje prowizoryczny bar z małym namiotem, z którego serwuje się drinki rodzinie i znajomym. W końcu w snobistycznym pikniku chodzi nie tylko o jedzenie, ale także o to, by zostać zauważonym, poobserwować innych i, oczywiście, zrobić wrażenie. Towarzyszą temu lekkie rozmowy, obowiązkowy small talk, salwy śmiechu i nieustanne wznoszenie toastów kieliszkiem szampana lub Pimm’s (likier na bazie dżinu).
Nieodłącznym elementem takich spotkań są również psy – spokojne, dobrze wychowane, wszędzie mile widziane. Krążą między kocami, dyskretnie podkradając smakołyki i dopełniając sielankową atmosferę. Zawartość tradycyjnego angielskiego hampera może zaskakiwać. Zamiast egzotycznych specjałów czy kuchni śródziemnomorskiej królują potrawy rdzennie angielskie, często inspirowane epoką edwardiańską (1901–1910). Wiosną w koszu znajdziemy gorące kiełbaski, quiche, pasztet, jajka na twardo, czekoladowe torty oraz termos z kawą. W barze pojawiają się whisky, brandy, dżin, piwo i wino.

Latem menu staje się lżejsze: pieczone kurczaki i kiełbaski podawane na zimno, kanapki z krabem, świeże owoce oraz obowiązkowy Pimm’s. Ten kultowy napój, niezwykle popularny wśród wyższych sfer, przygotowuje się w dużym dzbanku z dodatkiem lemoniady, owoców, mięty, lodu i – co charakterystyczne – plasterków ogórka. Serwowany jest z rozmachem, często srebrną chochlą, co dodaje całemu rytuałowi elegancji.
Najbardziej wystawne pikniki przypominają wręcz plenerowe przyjęcia: lniane serwetki, nakryty stół, consommé z sherry, wędzony łosoś, truskawki lub maliny ze śmietaną oraz schłodzony szampan. Ci, którzy nie chcą samodzielnie przygotowywać uczty, mogą zamówić gotowe kosze w legendarnym londyńskim domu towarowym Fortnum & Mason, symbolu brytyjskiego luksusu i tradycji.
Jedynym elementem, który zawsze może pokrzyżować nawet najlepiej zaplanowany piknik, pozostaje… angielska pogoda. Kapryśna, zmienna i pełna niespodzianek – nawet w środku lata. Mimo to Anglicy nie rezygnują. Bo wiosna i lato w Anglii to przede wszystkim sztuka korzystania z każdej chwili słońca i celebrowania życia na zielonej trawie.
Dr Katarzyna Krzyżagórska-Pisarek
Historyk sztuki, pisze recenzje z londyńskich wystaw, maluje kopie obrazów starych mistrzów, prowadzi badania naukowe nad Rubensem, autorka książki „Życie po angielsku”, wydanej przez Pracownię Słów.







